Dziadek Julian Krzyżanowski (1892 – 1976)

 

Historyk literatury, badacz folkloru, komparatysta, autor ponad tysiąca publikacji naukowych. Minęło 50 lat od śmierci Profesora. Część jego życiorysu i dramatycznej podróży leżała ukryta w walizce pierwszej żony – mojej babci. Aż do jej śmierci. Wtedy dopiero ujrzeliśmy te pocztówki, listy, zdjęcia  przejmujący fragment polskiej historii…
 

Emilia i Julian Krzyżanowscy. Lublin 1921 r.
Archiwum Moniki Rogozińskiej
 
 
Urodził się w Stojańcach pod Lwowem 4 lipca 1892 jako syn Józefa i Marii z Dębowskich. W dzieciństwie mieszkał w Bukowsku na Podkarpaciu (stąd potem jego pseudonim Jacek Bukowiecki). W latach 1906-1911 uczył się w Gimnazjum w Sanoku. Studia polonistyczne odbył w latach 1911 - 1914 na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. 
      W okresie pierwszej wojny światowej przebywał na Syberii. W roku 1918 w pociągu transsyberyjskim zawarł związek małżeński z Emilią z Sobieszczańskich 1-voto Roszkowską. Latem 1920 r. powrócił do Polski z żoną i niedobitkami Piątej Dywizji Wojsk Polskich, ewakuowanej z Władywostoku do Gdańska na pokładzie statku „Yaroslavl”. Młode małżeństwo zamieszkało w Lublinie. Z Emilią miał dwoje dzieci: Jerzego Romana (ur. 10 grudnia 1922), w przyszłości profesora slawistyki na Uniwersytecie w Columbus Ohio oraz Teresę Magdalenę 1-voto Rogozińską, 2-voto Dziedzińską (ur.18 stycznia 1928), w przyszłości doktora nauk medycznych. 
      W roku 1921 Julian Krzyżanowski doktoryzował się na Uniwersytecie Jagiellońskim na podstawie rozprawy „Goffred” Tassa-Kochanowskiego w romantyzmie polskim. W tym samym roku podjął pracę nauczycielską w gimnazjum Vetterów, a następnie w Gimnazjum Wacławy Arciszowej w Lublinie, gdzie poznał drugą swą żonę, Irenę z Kurowskich 1-voto Strzemboszową. Po przeprowadzeniu rozwodu z pierwszą żoną wszedł w drugi związek małżeński 6 stycznia 1934 roku. 
      W roku 1925 otrzymał profesurę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.
23 czerwca 1926 habilitował się na Uniwersytecie Jagiellońskim na podstawie książki Romans pseudohistoryczny w Polsce wieku XVI. Trzy dni później otrzymał veniam legedi, czyli prawo wykładania. W latach 1927-1930 wykładał w Kings School of Slavonic Studies Uniwersytetu Londyńskiego i swoje tam wykłady wydał w książce Polish Romantic Literature (1930, reed. 1968). W latach 1930-1934 wykładał literaturę słowiańską na Uniwersytecie w Rydze, skąd powrócił do kraju w r. 1934, by objąć Katedrę Literatury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, którą piastował formalnie do roku 1957, a faktycznie do końca życia.
      Szczególne znaczenie mają lata 1939-1945, wypełnione pracą podziemną podczas okupacji niemieckiej, kiedy wykładał na kompletach okupacyjnych tajnego uniwersytetu. Ranny podczas Powstania Warszawskiego, dostał się wraz z żoną Ireną do obozu w Pruszkowie, a następnie dotarł do Krakowa. Do zrujnowanej stolicy powrócił w listopadzie 1945 roku z całym wagonem dubletów Biblioteki Jagiellońskiej dla restytuowania biblioteki Seminarium Polonistycznego Uniwersytetu Warszawskiego i Gabinetu Filologicznego im. G. Korbuta przy Towarzystwie Naukowym Warszawskim w Pałacu Staszica. 
      Po śmierci w dniu 15 maja 1948 r. Ireny Krzyżanowskiej zawarł związek małżeński z Zofią Marią Świdwińską 28 września 1948 i miał z nią syna Juliana Tadeusza (ur. 27 czerwca 1950 r.), w przyszłości profesora Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. W roku akademickim 1957/1958 przebywał w Nowym Jorku, wykładając na Katedrze Mickiewiczowskiej (Mickiewicz Chair) literaturę polską. Do kraju powrócił wczesną jesienią 1958 roku. 
      Julian Krzyżanowski brał udział w Międzynarodowych Zjazdach Slawistycznych: w r. 1955 w Belgradzie, w 1963 w Sofii, w 1968 w Pradze, przygotowując referaty, jak Systematyka bajki polskiej (1963) czy Przysłowioznawstwo polskie (1968). Pełnił wiele ważnych funkcji organizacyjnych jako członek Rady Naukowej Instytutu Badań Literackich, przewodniczący Komitetu Nauk o Literaturze i Komitetu Słowiaństwa PAN, a także jako członek czynny Wydziału Filologicznego Polskiej Akademii Umiejętności, od roku 1952 członek Polskiej Akademii Nauk i dożywotni prezes Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Był doktorem honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego (1964) i Wrocławskiego (1973), członkiem honorowym Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza (1956) i Serbskiej Akademii Nauki i Sztuki w Belgradzie (1965). 
      Zmarł w Warszawie 19 maja 1976 roku i pochowany został na Powązkach Wojskowych w kwaterze zasłużonych dla kultury. 
      Był autorem Historii literatury polskiej , wydanej w 1939 roku (ponownie 1950, 1964, 1966, 1973, 1974, 1979, 1986), Dziejów literatury polskiej, ogłoszonych w r. 1969 (ponownie w r. 1970, 1972, 1979,1982, 1985, 1986) oraz w wersji angielskiej A History of Polish Literature , która ukazała się w roku 1978. Napisał monografię Neoromantyzm polski (1963, 1971), zbiór studiów Od średniowiecza do baroku (1938), W świecie romantycznym (1960), W kręgu wielkich realistów (1962), dwie monografie Sienkiewiczowskie: Henryka Sienkiewicza żywot i sprawy (1966, 1969, 1973, 1977, 1981), oraz Twórczość Henryka Sienkiewicza (1970, 1973, 1976), Pokłosie Sienkiewiczowskie. Szkice literackie (1973) Pararele. Studia porównawcze z pogranicza literatury i folkloru (20 szkiców – 1935, 40 szkiców – 1964, 65 szkiców – 1977), Szkice folklorystyczne, t. 1-3 (1980), W świecie bajki ludowej (1980) oraz Mądrej głowie dość dwie słowie (1958, 1960, 1975). Opracował wraz z Ireną Krzyżanowską oraz z Heleną Kapełuś Polską bajkę ludową w układzie systematycznym, tom 1-2 (1947, 1962, 1963), napisał wiele wspomnień o ludziach zebranych w tomie Na polach elizejskich literatury polskiej. Portrety i wspomnienia (1997). Był wydawcą Dzieł Henryka Sienkiewicza (60 tomów, 1949-1955), Dzieł polskich Jana Kochanowskiego (1952, 1953, 1955, 1960,1967, 1969, 1972, 1976, 1978, 1960, 1984, 1968,1972), Dzieł oraz Dzieł wybranych Juliusza Słowackiego ze wstępem Duch wieczny rewolucjonista (1959, 1974, 1979, 1983, 1990) oraz Wydania Jubileuszowego Dzieł Adama Mickiewicza (1955) Wydał też Pisma zebrane Elizy Orzeszkowej (1947-1953), Krótką rozprawę Mikołaja Reya z monograficznym wstępem „ Krótka rozprawa” na tle swoich czasów (1954). Zaklęty dwór W. Łozińskiego (1959), Poezje wybrane K. Tetmajera (1968), Rytmy M. Sępa Szarzyńskiego (1973) i Starą baśń J. I. Kraszewskiego (1975). W roku 1959 odbyły się obchody 25. lecia objęcia Katedry Literatury Polskiej UW, które zaowocowały książką Z dziejów polonistyki warszawskiej. Prof. dr Julianowi Krzyżanowskiemu w 25-lecie objęcia Katedry Literatury Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim (1964).
      W roku 1963 odbyła się konferencja uniwersytecka w 50 – lecie twórczości naukowej Krzyżanowskiego, której rezultaty wyszły w postaci publikacji międzynarodowej Literatura, komparatystyka, folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu (1968). W roku 1977 miała miejsce sesja naukowa w pierwszą rocznicę śmierci Profesora, której pokłosie ukazało się w postaci książki Ignis ardens. Julian Krzyżanowski – człowiek i uczony. W stulecie urodzin (1993). W roku 2011 odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim konferencja „Krzyżanowski po latach”, zorganizowana przez studentów Polonistyki pod patronatem dziekana Stanisława Dubisza.
 
Prof. Maria Bokszczanin
 
 
 
 
 

NAMIĘTNIE KOCHAŁ... WIEDZĘ

 

 

Emilia i Julian Krzyżanowscy

 

Kiedy w sylwestrową noc 1983 r. umierała Emilia – moja babcia, nie wiedziałam, że w tapczanie, na którym leżała, w małej walizce ukrywała swój skarb. W pożółkłych kopertach obwiązanych starannie wstążeczkami schowała na prawie 70 lat kolekcję pocztówek, zdjęć oraz listy od narzeczonego – Juliana Krzyżanowskiego, mego dziadka. Pisanie ich przez pięć miesięcy w wagonie Kolei Transsyberyjskiej, pomogło przyszłemu profesorowi literatury przetrwać dramatyczne okoliczności. Rodzinny skarb opowiada o mało znanym fragmencie historii Polski...

                                                                                 Monika Rogozińska

 

 

Powrót rozbitków





Emilia z Sobieszczańskich primo voto Roszkowska, secundo voto Krzyżanowska przechowała Tygodnik Illustrowany z 24 lipca 1920 roku. Wewnątrz był dodatek: Chwila Świąteczna z 8 sierpnia 1920 r.
„Powrót rozbitków z Armii Polskiej na Syberii” – informuje tytuł obok zdjęć statku parowo-żaglowego „Yaroslavl”. – "Pierwszego lipca wylądowało w porcie gdańskim 1300 żołnierzy i oficerów dywizyi syberyjskiej pułkownika Czumy. Są to resztki polskiej siły zbrojnej, która przez długi czas borykała się na obcej ziemi z wojskami i hordami Bolszewii. Razem z żołnierzami powróciło z Syberyi około 300 osób cywilnych".
 
 

 
   
  Z fotografii zrobionej na pokładzie przejmująco smutno patrzy sędziwy weteran powstania styczniowego 1863 roku. Na innej widać dzieci i nauczycieli szkoły na statku. Obok jenerała-porucznika Antoniego Baranowskiego siedzi w białym korkowym hełmie lekarz – prof. Witold Orłowski, ojciec interny polskiej. Za nimi stoi szef sztabu armii płk Skorobohaty-Jakubowski. W głębi postacie rozmywają się i rozpływają na blaknącej fotografii jak we mgle niepamięci. Z lewej strony wyraźnie wciąż widać starszego pana obejmującego małą dziewczynkę...
 – To ja stoję, opierając się o kolana dziadka, Józefa Roszkowskiego – opowiadała doc. dr hab. Wanda Roszkowska, romanistka i historyk kultury, moja ukochana ciocia. – Miałam wtedy 3,5 roku. Na zdjęciu niestety nie ma mojej matki Emilii i ojczyma, Juliana Krzyżanowskiego, który nas wywiózł z piekła wojny i rewolucji. Spóźniliśmy się dwa lata na Niepodległość. I wcale nas serdecznie w Polsce nie przyjęto.
 
      Pocztówki, które dwudziestojednoletnia Emlia zaczęła zbierać w 1915 r. i czyniła to do 1920 r., przedstawiają miasta i trasy, którymi wiodły drogi bohaterów tej opowieści. Ciekawa świata kobieta kupowała je, niektóre otrzymała, kolekcjonowała albo wysyłała. Zdumiewa, że mimo wojny i rewolucji, listy i widokówki, chyba siłą miłości docierały do adresatów.
      Pierwsze dziesiątki pocztówek wydają się sielskie, choć już kryją dramat. Ałupka, Bakczysaraj, Sewastopol... – na Krym Emilia z teściem wozili jej słabnącego męża, licząc na to, że tamtejszy klimat go uratuje, uleczy z gruźlicy. Dzisiaj ze zgrozą patrzymy na ponad stuletnie widokówki: eleganckiego Pałacu Potockich w  Liwadii, gdzie pod koniec następnej wojny światowej odbędzie się Konferencja Jałtańska, na której pół Europy, w tym Polska, zostanie oddane w ręce Stalina czy na Cieśninę Kerczeńską - świat będzie ją obserwował podczas obecnej wojny...

 

  

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
                                                                               

– Oto niezwykłej piękności Jekaterynosław (w ZSRR Dniepropietrowsk), w którym się urodziłam – mówiła ciocia Wanda, wskazując pocztówki. – Dedykowany carycy Katarzynie II powstał z kaprysu i z wdzięczności jej amanta, księcia Potiomkina. Postawił miasto na miejscu najdalej na południe wysuniętej twierdzy Rzeczpospolitej – Kudaku, na wysokim brzegu Dniepru. Miałam rok, kiedy zmarł ojciec, Bolesław, inżynier wielkich zakładów metalurgicznych na Ukrainie. Dziadek Józef osiwiał wtedy w ciągu jednej nocy. Był lipiec 1917 roku. Gospodyni naszego domu, życzliwa, jowialna Ukrainka, pochyliła się nad 23-letnia wdową i powiedziała:

– Emilia Winkintiwna, ja wam radzę, uciekajcie stąd z dzieckiem, bo jak przyjdzie pora, to z Polaków będą drzeć pasy.
      Powrót do rodzinnego Lublina odcinała linia frontu niemiecko-rosyjskiego. Emilia pojechała więc do Moskwy z córeczką, teściem i nadzieją, że stamtąd łatwiej przedostaną się do Polski.
      Kolorowe widokówki Moskwy tamtych lat nie zapowiadają rychłego końca ówczesnego świata. Wielki gmach na Placu Łubianki, mieszczący towarzystwo ubezpieczeniowe, zamieniony zostanie wkrótce w więzienie śledcze i katownię NKWD. Jedynie Kreml się nie zmienił. Stał, jak stoi.
 
 


  
      Moskwę zalewały fale bieżeńców, jak po rosyjsku nazywano wojennych tułaczy. Droga na zachód była zamknięta. Czuło się, że zbliża się coś strasznego…
      Emilia zdecydowała, że poszukają azylu 6000 kilometrów dalej na wschód, w Mandżurii, gdzie pod Harbinem, w miasteczku Aszyhe mieszkały dwie siostry jej zmarłego męża: Jadwiga i Stefania. Jadwiga była żoną dyrektora polskiej cukrowni Stefana Giewartowskiego, założonej tam przez lubelskie stowarzyszenie Koło Ziemian. Stefania, po mężu Zajączkowska, urodzi przyszłego socjologa, antropologa i afrykanistę, prof. Uniwersytetu Warszawskiego Andrzeja Zajączkowskiego.
      Wsiadając do wagonu w Moskwie na stacji początkowej Kolei Transsyberyjskiej, młoda wdowa nie przypuszczała, że do ostatniej stacji, we Władywostoku, oddalonej ponad 9000 kilometrów dotrze już jako mężatka.

 

Jak krew z mlekiem

 

9.Jekaterynburg

 

 Trasa wiodła przez Jekaterynburg, gdzie rok później w piwnicy bolszewicy zabiją cara Mikołaja II z żoną, dziećmi i służącymi tej rodzinie ludźmi, przez Omsk, Nowonikołajewsk (Nowosybirsk), Tomsk, Krasnojarsk, Irkuck, nad brzegiem Bajkału...

 

10.Kolej Transsyberyska restauracja na stacji11.Omska Brama do miasta

11.Omska Brama do miasta11a.Kirgizi na targu w Omsku
 

W europejskiej Rosji miasta były do siebie podobne. Od frontu okazały dworzec z wytworną restauracją, której ważnym elementem, poza stylowymi meblami, jest palma i usłużny kelner. Przejdźmy na drugą stronę, na ulicę dworcową. Jest ulica czy jej nie ma? Bo widzimy tylko szerokie ugory, pasma błota. Wyobrażamy sobie jak wygląda słotna jesień, jakie wykroty na wiosnę, ale podpis głosi, że to jest ulica pryncypalna miasta Debalczewo – opowiadała Wanda Roszkowska. – Kolejna stacja zachowana na pocztówce: miasto Omsk, którego myśl urbanistyczna przybrała znane nam już formy. Oto pompatyczna Omska Brama, która prowadzi donikąd. Cały błotnisty trakt, po którym poruszają się wozy, omija ją skwapliwie. Obok bramy stoją wyprężeni żandarmi.

 

12.Stacja Jasynuwata

 Stacja Jasynuwata Kolei Transsyberyjskiej. Powstała przy niej osada, a z czasem miasto.

13.Irkuck. Brama Moskiewska14.Irkuck
15.Kolej Transsyberyjska 112KB15a.Nad rzeka Angara

 – Matka z przejęciem wspominała przekroczenie granicy na Uralu między Europą a Azją. Boleśnie odczuwała oddalanie się od kraju. Brnęliśmy w niewiadome. Podróż przez Syberię nie była bezpieczna. Wkraczaliśmy na obszar ogarnięty buntami, starciami, włóczącymi się bandami dezerterów i chłopstwa, atakujących pociąg. Siedzieliśmy w zaryglowanych wagonach i zamkniętych przedziałach. Słysząc dobijanie się do wagonu, walenie kolbami w drzwi, zamieraliśmy ze strachu.
      Ciekawość Emilii była większa niż lęk. Niemal na każdej stacji wysiadała i kupowała pocztówki.
 
Do Harbina, założonego w 1898 r. przez polskich inżynierów   budowniczych Kolei Wschodniochińskiej i tego miasta, kolonii polskiej w spokojnej jeszcze Mandżurii, dotarli po paru tygodniach jazdy. Na pocztówce widać imponujący stalowy most na potężnej rzece Sungari, zbudowany przez polskiego inżyniera Stanisława Kierbedzia.
 

16.Most na rzecze Sungari konstruktor Stanislaw Kierbedz16a.Mukden
17.Harbin18.Harbin

– U wujostwa w Aszyhe odnaleźliśmy poczucie bezpieczeństwa. Mama zaczęła pracować w cukrowni. Pragnęła jednak przede wszystkim wrócić do Polski. Nasiąkałam jej nostalgią. Polska zdawała mi się rajem – wspominała ciocia Wanda. Pokazywała pierwsze fotografie z Harbina. –  Oto dzielnica chińska. Matka lubiła jej mieszkańców, a oni odwzajemniali się szacunkiem. Przyciągała spojrzenia mężczyzn. Miała piękną cerę określaną powiedzeniem "jak krew z mlekiem". Bogaty chiński kupiec któregoś dnia wyciągnął chusteczkę, poślinił ją i pociągnął po policzku Emilii, żeby sprawdzić, czy kolory na twarzy są prawdziwe. Potem się oświadczył.

      Nadszedł rok 1919. Lipcowego dnia w cukrowni zjawił się Młodszy Kontroler Wojsk Polskich z Korpusu Intendentów w sprawie dostawy cukru dla V Dywizji Syberyjskiej. Nazywał się Julian Krzyżanowski. Miał 27 lat.

 

19.Julian Krzyzanowski oficer Armii Generala Czumy

 

– Pamiętam, że wskoczyłam przyszłemu ojczymowi natychmiast na kolana. Zapytał, czyje to dziecko. Wtedy ukazała się w drzwiach moja mama. Tak się poznali. Innym razem Julian odnalazł mamę i mnie u znajomych. Był chłodny wieczór. Senna i opatulona znalazłam się w jego objęciach. Na przywitanie wymruczałam: "Aaa, pan Niunian. Dawnośmy pana nie widzieli". Chyba wówczas nabrałam przekonania, że drugiego męża mama zawdzięcza mnie.
      Wkrótce Emilia i Julian zaręczyli się.
 

 

Klucz do seminarium

 

Urodzony w galicyjskich Stojańcach koło Lwowa, absolwent szkół w Rzeszowie i Sanoku, Julian Krzyżanowski maturę zdał z odznaczeniem. Przy bardzo dobrej ocenie z języka polskiego dopisano: „ze szczególnym zamiłowaniem”. W 1911 roku rozpoczął studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Krzyżanowskiemu bardzo pomógł prof. Jan Łoś, który zdobył dla niego stypendium i dał pracę w prowadzonym przez siebie Oddziale Językoznawczym.
      Zbliżały się wakacje 1914 roku.
– Odwiedziła mnie kiedyś koleżanka, której nazwiska nie pamiętam i zaproponowała, żebym ją i jej dwie koleżanki, Zbyszewską i Smolikównę, przygotował do egzaminu nauczycielskiego z gramatyki – wspominał prof. Julian Krzyżanowski. – Podjąłem się tego. Po paru tygodniach Zbyszewska wystąpiła z inną propozycją: wyjazdu na Podole rosyjskie. Przygotowywała do matury młodego panicza, absolwenta szkoły realnej, zamierzającego zapisać się na uniwersytet, gdzie warunkiem przyjęcia była matura z łaciny. Chodziło więc o to, bym go przygotował przez wakacje. Zgodziłem się.
      Ostatniego dnia przed wakacjami Julian siedział jeszcze długo w seminarium. Uczelnia już opustoszała.
 – Panie kolego – zwrócił się do niego prof. Jan Łoś. – Wychodząc, niech pan zamknie seminarium, zabierze klucz i przywiezie go po wakacjach.
Julian wyjechał, nie przewidując, że „wakacje” będzie miał tak długie. Wróci po siedmiu latach.
 

 

Towarzystwo Klepki Syberyjskiej

 

Wybuch I Wojny Światowej zastał Juliana na Podolu. Internowany przez władze rosyjskie, jako poddany austriacki, przetrzymywany był w pawilonach powystawowych Aleksiejewskiego Parku w Kijowie. Polaków i Czechów po paru tygodniach wypuszczono. Prof. Krzyżanowski z wdzięcznością wspominał prężnie działającą Polonię Kijowską, która otoczyła go opieką.
– Dzięki pomocy Komitetu (Polskiego) znalazłem pracę nauczyciela w pałacu magnata na Zadnieprzu, p. Horwatta, ojca dwojga dzieci kształconych w Anglii, które przyjechały do rodziców na wakacje i pozostały w rezydencji ojcowskiej na czas wojny. Jakoś gospodarzowi nie trafiłem do przekonania i po dwu miesiącach, odprawiony na stację paradnie, bo rozstawnymi  końmi, ponownie znalazłem się (w Kijowie).
Zatrudniono go do opieki nad bezdomnymi dziećmi przywożonymi z Królestwa. Chwalił sobie pobyt w Kijowie.
– Sielankowe stosunki przerwał nagle jak grom w lutym 1915 roku komunikat prasowy, iż gubernia kijowska wchodzi w pas frontowy i w związku z tym mieszkający w niej poddani państw wojujących z Rosją muszą się przenieść w głąb cesarstwa, przy czym znajdujący się wśród nich Słowianie mogą sobie wybrać miejscowość – wspominał. – Usiadłem nad mapą kolejową, by Ufę odnaleźć na samym jej brzegu, a więc na krańcu Europy, a Kurgan na jej odwrocie, czyli jeszcze dalej.
      Postanowił przesiedlić się na własnych warunkach. Pojechać tam, gdzie władze nie wysyłały: do Kurganu na Syberii. Spotkał w nim Polaków, którzy załatwili mu posadę w banku. Doświadczenie wyniesione z tej pracy pozwoliło mu później prowadzić rachunkowość w przedsiębiorstwie eksportującym masło, a potem w Towarzystwie Klepki Syberyjskiej posiadającym fabryki produkujące beczki. Pomagał innym Polakom, m. in. dał pracę kilku krakowskim studentom medycyny, zagnanym tam przez historię.
      W Kurganie dowiedział się, że w Rosji tworzy się polskie wojsko.
– Zrezygnowałem z pracy w fabryce beczek na masło, by wstąpić do polskiej jednostki wojskowej, która zwała się V Dywizją Wojsk Polskich w Rosji i na Syberii, i której fikcyjnym wodzem był generał Haller, a faktycznym major Walerian Czuma (przyszły dowódca obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku – MR). Dywizja ta organizowała się w Bugurusłanie nad Wołgą (rejon Samary/Kujbyszewa – MR). Tam więc udałem się. Przyjął mnie bardzo uprzejmie dowódca 1 Pułku im. Kościuszki, major Skorobohaty-Jakubowski, i dowiedziawszy się o mojej przeszłości w Drużynie Strzeleckiej, przydzielił mnie do Batalionu Szkolnego, w przyszłości Pułku II.
 

 

Ciemna otchłań studni

 

V Dywizją Wojsk Polskich w Rosji i na Syberii, zwana później krócej V Dywizją Syberyjską (ponad 12 tys. ludzi) wraz z rosyjskimi armiami admirała Aleksandra Kołczaka i Legionem Czeskim, była jedną z najsilniejszych jednostek wojskowych walczących z rewolucję bolszewicką na Syberii. Od stycznia 1919 roku oddziały polskie przeszły pod ogólne dowództwo francuskiego generała Maurice Janin, stając się częścią Sił Sprzymierzonych na Dalekim Wschodzie i Syberii. V Dywizja miała zabezpieczać linię kolei transsyberyjskiej. Jej dowództwo umieszczono w Nowonikołajewsku (Nowosybirsku).
      Niestety, nie mylił się wybitny anglista prof. Romana Dyboski, uczestnik tamtych zdarzeń, przed wojną wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, w którego zajęciach uczestniczył młodszy od niego o dziewięć lat student Julian Krzyżanowski. Profesora – druha syberyjskiego, z czasem przyjaciela, Julian określał jako człowieka niepospolitego, niezwykłego, niezastąpionego. Kiedy Dyboski dowiedział się w 1918 roku o mobilizacji w Bugurusłanie rozrzuconych po bezkresach Rosji Polaków oraz o koncentracji powstałych już polskich oddziałów, przyznał się do trapiącego go przeczucia nowego San Domingo:
Znowuż Polacy w cudzej służbie pod polskim znakiem walczyć będą. 
      "Biały" admirał Kołczak, popierany przez mocarstwa zachodnie, proklamował się "wielkorządcą Rosji" i objął okrutną władzę nad Syberią.
      Julian Krzyżanowski w ciągu miesięcy rozstania z Emilią pisał listy do narzeczonej niemal codziennie, czasem częściej. Wieczorami opowiadał w nich o wydarzeniach, dzielił się tęsknotą, rozgoryczeniem, poczuciem beznadziei i niezgody na to, co go otaczało. Z racji funkcji, pokonywał tysiące kilometrów koleją albo tkwił całymi dniami w pociągu unieruchomionym przez panujący chaos czy wykolejonym przez celowe uszkodzenie torów. Oszczędzał opisów okrucieństwa, choć wspomniał, że z okien pociągu widać było nie tylko pejzaże, ale i wisielców na drzewach: zwrotniczych, a także tych, którzy ich zabili lub których w odwecie powieszono. Listy wysyłał, korzystając z różnych okazji. Mimo zawieruchy wiele dotarło do adresatki.
 

15b.Czyta na Zabajkalu

"Czyta na Zabajkalu w drodze do Mandżurii - rzeka i miasto. Jedno z najsmutnieszych zesłańczych miejsc" - pisał Jerzy Krzyżanowski w liście do Emilii z dolączoną pocztówką. Władze carskie zsyłały tu na katorgę więźniów politycznych, uczestników powstań narodowych.
 

 

Ołowiannaja, 9 września 1919

„Obecnie czytam historię literatury rozpoczętą jeszcze we Władywostoku przed poznaniem Ciebie, Kochana. I dobrze mi z tą lektura. Przypomina mi dawne – ale to dawne  czasy, gdy jako uczniak chodziłem z tą samą książką po polach pod Sanokiem – bo dziedziną tą interesowałem się już jako chłopak 15-letni i w domu po raz pierwszy rozczytywałem się w Brucknerze. Czasami napotykałem rozmaite zagadnienia, nad którymi pracowałem na uniwersytecie i myśli biegną do cichej biblioteki przy muzeum Czartoryskich, do tych czystych, sklepionych sal, gdzie skupioną w sobie ciszę  przerywał tylko szelest przewracanych pożółkłych kart, gdzie w chłodnym wirydarzu, pomiędzy starymi gotyckimi murami chadzało się z papierosem, dzieliło spostrzeżeniami, komunikowało nowości, słuchało lub dawało rady. Ci, którzy tam byli, dziś – dziś daleko, może tam skąd się nie powraca. To znowu przypomina mi się pierwszy rok na Syberii: pracowałem dużo i każda hiobowa wieść o zgonie tego czy owego z kolegów i przyjaciół wywoływała zawsze jedną i tę samą myśl: powstał nowy wyłom – musisz na nim stanąć i bronić kilku placówek. To było tak dawno…
      W ten sposób książka czytana i studiowana poprzednio w życiu – staje mi się jakby różańcem wspomnień najrozmaitszych i zarazem budzi cały szereg pytań, wątpliwości, problemów… Niegdyś kochałem wiedzę i kochałem namiętnie… Samo postawienie sprawy, zda się, wskazuje, że dziś jej nie kocham – a jednak czy to prawda? Wiesz, są czasem takie subtelne tony uczuć, że uchwycić ich od razu nie podobna; wiem, że czas pokrył tę moją miłość grubą warstwą rdzy, lenistwa, obojętności, odzwyczajenia się od pracy, co wprost śmieszne, bo byłem fanatykiem pracy i jej sprawdzianem ludzi mierzyłem.
      Czytając czasem, czuję coś podobnego, co odczuwa się, patrząc w ciemną otchłań studni leśnej: kusząca, chłodna głębia odbijająca twarz spoglądającego i błękit nieba. Czytając o ludziach, którzy życiem własnym wrośli w fundamenty czy ściany kultury polskiej, widzę w tej pracy ich jakby cień własnej duszy – jakieś młodzieńcze jeszcze marzenia, zdolność do ofiarowania wszystkiego, całego własnego życia, ponad tym widzę cały ten jasny firmament żywota narodu – wszystko to dziwnie pociąga, dziwnie nęci – jako dziedzina ta, gdzie najpełniej, najcałkowiciej można być sobą, a równocześnie – równocześnie nie mogę nie konstatować, jak dalece zerwałem łączność z tym wszystkim, jak dalece odszedłem gdzieś, na jakieś manowce, z których powrotu nie widać, a na których pozostawać nie ma najmniejszego celu.
      Ej Kochana – kochana! Gdyby tak z Tobą teraz już znaleźć się w kraju – w Warszawie czy w Krakowie – wśród swoich, bliskich i przyjaciół? – żyć życiem polskim, całą jego głębią – gdyby tak…”
 
 

Piotrowskij Zawod (Pietropawłowsk Zabajkalskij)

11 września 1919, wieczorem

„Stoimy właśnie w miejscowości, gdzie przed laty była katorga. Świadczą o niej jeszcze krzyże zdobiące łyse czoła gór, świadczy droga zwana podobno „polskim traktem”, bo ręce skazańców wykuwały ją, począwszy od Irkucka. Tak dziwnie się czułem dojeżdżając tutaj. Mimo woli przypomniało mi się, co powiedziano Anhelliemu: Stąpaj ostrożnie, bo ziemia tu wybrukowana ciałami ojców i braci twoich. Spoglądałem na zbocza gór pokryte żółkniejącymi lasami, na szarzejące ugory nad rzeką Balagą, na szare próchniejące dachy domów miejskich i wydawało mi się, że zaraz zobaczę szare, ziemiste postacie skazańców. Ale nie. Na pustych polach ponad plantem pasie się bydło, stare paskudne babska i młode pastuszki gapią się na pociąg – i gdyby nie biały krzyż nad rzeką – nic nie mówiłoby o przeszłości. I wydaje się, że to jest  charakterystyczne dla całego życia rosyjskiego: o tym, co było na Sybirze, o całej tej martyrologii więcej wiedzą w Polsce, silniej ją czują niż w Rosji całej.
      Przez kilku dniami skończyłem czytać jedną z mych ulubionych powieści: „Nad Niemnem” Orzeszkowej, i co mnie w niej uderzyło, to ten ciągły, może nawet niekiedy przesadny, stały kontakt z przeszłością. Mogiła powstańcza rzuca swój cień na życie, ale go nie zaciemnia, na odwrót, budzi moc świetlaną w duszach; w Rosji ten cień jest tylko ojcem mroku. Przypominają mi się wędrówki po rozmaitych zamczyskach, rozwalinach rozsianych po Polsce całej: …Że jednak nigdy w nich nie czuje się przygnębienia, że zawsze mówią coś do duszy i to coś naprawdę wyniosłego…
       Chciałoby się być (teraz) w innej atmosferze, odetchnąć innym powietrzem”.

 

Wagony złota

 

Armia Czerwona napierała od zachodu. Na Syberii wybuchło powstanie antykołczakowskie. W końcu 1919 roku rozpoczął się wielki odwrót wojsk białych na Daleki Wschód. V Dywizja jechała ostatnia. Wyznaczono jej zadanie chronienia linii kolei transsyberyjskiej przed powstańcami dla umożliwienia ewakuacji rozbitych wojsk. Pociągom brakowało opału. Lokomotywy i zwrotnice zamarzały. Stacje przepełnione były czekającymi eszelonami i taborami niedobitków, które bez ładu przepychały się, nawzajem blokowały. Wybuchła epidemia tyfusu plamistego. Pułki Kołczaka, przechodząc na stronę  bolszewików, zerwały linie telegraficzne i zdemontowały tory, odcinając pociągom polskiej straży tylnej odwrót.
      W styczniu 1920 roku wyjazd transportów V Dywizji ze stacji Klukwienna, 190 kilometrów na wschód od Krasnojarska, zablokowany został przez ociągające się czeskie eszelony. Nie udało się wymóc przepuszczenia polskich pociągów z wywożonymi rodzinami żołnierzy, kobietami i dziećmi, rannymi, chorymi, zapasami amunicji, z Polakami, którzy garneli się pod opiekę armii. Pułkownik Czuma zdecydował się na rokowania kapitulacyjne z bolszewikami, których ustaleń strona radziecka i tak w przyszłości nie dotrzyma. Straszny był dalszy los wielu rodaków. W dniu podpisania kapitulacji grupy polskich oficerów i żołnierzy przedarły się dalej na wschód. 
      Tymczasem Korpus Czeski, pod którego ochronę oddał się Aleksander Kołczak, w zamian za swobodę dalszej ucieczki na wschód, wydał bolszewikom admirała, dołożywszy wagony pełne uwożonego złota – rezerw Banku Rosji. Bolszewicy poddali Kolczaka w Irkucku kilkudniowemu śledztwu, a potem dobili.

 

Rozpaczliwie gonił statek

 

– W korespondencji nastąpiła trzymiesięczna przerwa i pełne napięcia oczekiwanie – opowiadała Wanda Roszkowska. – Wreszcie mama otrzymała kartkę pisaną pospiesznie ołówkiem z prośbą o zrobienie zdjęć do paszportu i nakazem wzięcia litery, a więc bryczki z Aszyhe do Harbina, skąd miał odjechać pociąg w kierunku Oceanu Spokojnego.
      28 marca 1920 roku Emilia z Sobieszczańskich Roszkowska wyszła za mąż za Juliana Krzyżanowskiego. Kapelan wojskowy udzielił im katolickiego ślubu w pociągu sanitarnym, w którym urządzono kaplicę. Świadkiem byl prof. Roman Dyboski.

 

20.Dalny21.Dalny
22.Dalny przystan

     

      Dojechali do Dairenu (wcześniej rosyjski Dalny, obecnie chiński Dalian). Na pocztówkach widać nabrzeże, od którego odpływały statki, miejsce radości tych, którzy dostali się na statek i rozpaczy innych, którzy dotarłszy tu z obozów, więzień, zesłań, nie znaleźli na nim miejsca. Rząd polski wydelegował z misją generała Antoniego Baranowskiego, żeby wywiózł do kraju jak największą liczbę żołnierzy. Wynajęto od władz angielskich dość nędzny frachtowiec "Yaroslavl" zdolny pomieścić do 400 osób. Stłoczono w nim ponad 1500 ludzi. Statek nie miał odpowiedniej wentylacji ani urządzeń sanitarnych. 
      W Nagasaki, pierwszym porcie po drodze, miała nastąpić adaptacja statku do warunków tropikalnych: miano dostarczyć przenośne urządzenia sanitarne oraz basen, do kąpieli w morzu. Nie zrobiono nic. Zaproponowano jedynie pasażerom, ażeby zaopatrzyli się w ubrania tropikalne i hełmy korkowe.

 

23.Nagasaki port24.Nagasaki Stocznia Mitsubishi

25.Nagasaki Swiatynia Sofukuji25a.Nagasaki ogrody

 

– Nagasaki było miastem zachwycającym, obfitującym w świątynie wielu wyznań i piękne ogrody. Tu widać ulicę z glicyniami, dalej ogród kwitnących wiśni, a tam irysowy. Na brzegu stoją zabudowania Mitsubishi, wtedy małej firmy żeglugowej – Wanda Roszkowska objaśnia pocztówki. – Następnym portem był  Hongkong ze wznoszącą się ponad pół kilometra nad wodą górą Peak. Pierwotnie była łysa jak kolano. Anglicy postanowili ją ufortyfikować. Kulisi nosili ziemię na plecach. Górę obsadzono roślinnością tropikalną, zamieniając ją w park z rezydencjami i ukrytymi w zieleni armatami.   

26.Hongkong port27.Hongkong

28.Hongkong Kolejka szynowa na górę29.Hongkong Pomnik Królowej i Klub

      Krzyżanowscy zamieszkali w jednych z luksusowych hoteli na szczycie, gdzie wjeżdżało się kolejką szynową.
– Powrót na statek wbił mi się, dziecku, mocno w pamięć. Po ośmiu dniach wracaliśmy wieczorem na pokład. Wsiedliśmy do dżonki. Chińczyk zgodził się za niewielką opłatą dowieźć nas do statku, który stał na redzie. Nagle usłyszeliśmy sygnały dźwiękowe dawane przez urzędników portowych, które nakazywały zatrzymać się. Urzędnik angielski powiedział, że uratował nam życie. Dżonki miały pod pokładem kabiny. Często ukrywali się w nich bandyci, którzy rabowali podróżnych, a potem wrzucali ich do morza. Dostaliśmy dżonkę, za którą poręczono. Statek miał już odpłynąć, kiedy dotarł do nas sygnał z portu: "Zatrzymać koniecznie statek!"  Podpływa łódką urzędnik portowy i wręcza mojemu ojczymowi rachunek za... zbity przeze mnie nocnik w hotelu. Był porcelanowy z różami. Nie wiem, dlaczego się nie przyznałam. Źle to o mnie świadczy.
 
 

30.Singapur31.Singapur Raffles Chambers Building

   
 
  Z Singapuru zachowała się karta wysłana przez Emilię do rodziców do Lublina, w której pisała z obawą o czekających ich tropikalnych upałach. Na Oceanie Indyjskim zepsuła się śruba statku. Wśród dzieci zaczęła się ospa. Siedmioro z nich nie przeżyło tego etapu. Umierali też starzy, którzy tak bardzo chcieli wrócić do ojczyzny, żywi lub jako prochy.
– Pamiętam dobrze widok pogrzebu jednego z weteranów powstania z 1863 roku, zesłańca syberyjskiego. Przepis był rygorystyczny: spuścić zwłoki do morza. Owinięte w płótno ciało na desce opuszczono z rufy do wody. Kapitan wraz z załogą zasalutowali. Statek zaczął się oddalać. Popatrzyliśmy, a za nami… płynął w pionowej pozycji zmarły. Wyglądało to tak, jakby rozpaczliwie gonił statek, jakby nie chciał pogodzić się, że zostanie samotnie tak daleko od wymarzonej Polski...
 
 

Wejście wyrąbane siekierami

 

Wśród pasażerów był prof. Witold Orłowski, wspaniały człowiek, który zdobył sławę nie tylko dzięki zdolnościom, pracowitości i darowi diagnozowania chorób, ale i swojej społecznikowskiej naturze, namiętności pożytecznego działania. Profesor wraz z innymi lekarzami ratował chorych i zdrowych. Zorganizował szkółkę języka polskiego.
– Było nas sześćdziesięcioro. Na koniec otrzymaliśmy świadectwa szkolne. Ja też je dostałam, chociaż oczywiście ulgowo, bo miałam trzy i pół roku – opowiadała Wanda Roszkowska. – W zajęciach uczestniczyłam bardzo chętnie, czując dumę, że traktuje się mnie jako "eksperta" od języka polskiego. Nie było to trudne. Wiele dzieci mówiło tylko po rosyjsku. Profesor prowadził też popularne wykłady dla żołnierzy Dywizji Syberyjskiej, żeby nie gnuśnieli w nieróbstwie i rozpaczy.

 

32.Aden port33

34.Aden Plac Targowy35.Kanal Sueski

36.Kanal Sueski

 

      Przez Aden, Morze Czerwone wpłynęli do wąskiego Kanału Sueskiego.

– Podróż przez kanał trwała 15 godzin. Płynęliśmy przede wszystkim nocą. Nie zapomnę widoku wielkiego, wspaniałego, jasno oświetlonego statku, przy którym nasz był łupiną. Odbywało się na nim huczne przyjęcie, a może tak normalnie ci zamożni ludzi żyli...

 

37.Port Said pocztówka z trasą kanału i twórca Lesseps38.Port Said

39.Port Said port OK

     

 W Port Saidzie dotarły na statek wiadomości o wojnie polsko-bolszewickiej i polskim odwrocie spod Kijowa. Przez Aleksandrię, Gibraltar dotarli do ujścia Tamizy.

 

40.Gibraltar41.Gibraltar Stary Zamek Maurów

42.Gibraltar Pomnik Królowej Wiktorii

     
      Anglicy nie wpuścili statku do Londynu z obawy przed „wschodnia zarazą”.  Cieśniny Skagerrat i Kattegat najeżone były minami niemieckimi. Kapitan zwołał wszystkich i powiedział:
– Moi państwo, za życie wasze nie biorę żadnej odpowiedzialności.
Pasażerom rozdano ratunkowe pasy korkowe.
– Ojczym pokazywał mi widoczny w oddali zamek Hamleta w Helsingorze, ale niewiele mi z tego zostało. Najważniejsze było dopłynięcie do Gdańska. Tę myśl matka we mnie pielęgnowała.
      1 lipca 1920 roku zobaczyli Gdańsk, wtedy Danzig. Kiedy przybili do brzegu, gospodarze port przed nimi zamknęli. Zdesperowani żołnierze chwycili za siekiery i wyrąbali sobie nimi wejście do miasta. Pociąg do Warszawy, którym jechali, mieszkańcy Działdowa obrzucili zgniłymi ziemniakami. Nie widzieli w nich Polaków powracających po wielu latach do domu, ale zarazę bolszewicką albo epidemię.
      Żołnierze zadeklarowali natychmiast chęć walki ze zbliżającymi się bolszewikami. Z niedobitków V Dywizji Syberyjskiej utworzono Brygadę Syberyjską, która po uzupełnieniu poborowymi, 8 sierpnia 1920 roku otrzymała przydział do 5 Armii gen. Sikorskiego i wyruszyła na front.
      W 1921 roku Julian Krzyżanowski złożył dymisję z wojska. Kiedy wreszcie odwiedził Uniwersytet Jagielloński, jedną z pierwszych osób, które spotkał, był prof. Jan Łoś.
– Panie kolego, a gdzie klucz do seminarium? – z wyrzutem powitał Juliana pedantyczny profesor.
 
 

Inna broń

 

Julian Krzyżanowski zamieszkał z rodziną w Lublinie. Uczył w gimnazjach.

 

43.Julian Krzyżanowski w Szkole Arciszowej Lublin

     
W ciągu roku obronił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim, przygotowany przed wojną, a cztery lata później habilitację. Pracował krótko na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.
      Dzięki rekomendacji prof. Romana Dyboskiego od 1927 do 1930 roku wykładał w Londynie w Królewskiej School of Slavonic Studies; od jesieni zaś 1930 do 1934 roku na Uniwersytecie w Rydze. Od jesieni 1934 roku jako profesor nadzwyczajny związał się z Warszawą.
 
 

44.Emilia z dziecmi Wandą i Jerzym w wozku Lublin45.WandaJulianEmiliamaly Jerzy

            Wanda Roszkowska, Emilia i Julian Krzyżanowscy oraz maly Jerzy

 

46.Na Hali Gasienicowej w Tatrach Emilia z malym Jurkiem

     Na Hali Gąsienicowej w Tatrach. Emilia z synkiem Jurkiem siedzą na głazie. Julian Krzyżanowski kochal Tatry i dużo po nich chodził. Współpracował z Muzeum Tatrzańskim. W Zakopanem spotykał się z przyjaciółmi. Był tą osobą w rodzinie, która najlepiej rozumiała miłość do gór swojej wnuczki.
 

 

W grudniu 1922 roku Emilia urodziła w Lublinie Jerzego Romana, a w styczniu 1928 Teresę Magdalenę – moją matkę, która zostanie lekarzem, doktorem medycyny. Julian drugie imię nadał synowi na cześć prof. Dyboskiego. Dwie dekady później Jerzy Krzyżanowski, podobnie jak ojciec, poznał bliżej Rosję sowiecką. Jako oficer Armii Krajowej, od 1944 do 1947 r. był jeńcem pięciu obozów w Związku Radzieckim, podstępnie uwięziony wraz z tysiącami polskich żołnierzy przez „wyzwalającą” Polskę Armię Czerwoną. I tak jak ojciec, potrafił oddzielić barbarzyństwo od kultury narodu. Jerzy, który języka rosyjskiego nauczył się w obozach ZSRR, został profesorem slawistyki. Przez pół wieku uczył literatury rosyjskiej i polskiej na kilku amerykańskich uniwersytetach, począwszy od Berkeley po największy – Columbus Ohio.

Monika Rogozińska - Czekaj, kochaj, wrócę

     
 
47.Ostatnie wakacje razem. Krzyzanowscy w Kosinie                             Ostatnie wakacje razem. Krzyżanowscy w Kosinie u Stryjaszka - ks. kanonika Juliana Krzyżanowskiego.
   Kapłan trzyma za rękę moją Mamę - dwuletnią Teresę Magdalenę
 
 
Ostatnie wspólne rodzinne wakacje w 1930 r. u Stryjaszka w Kosinie, niedaleko Łańcuta, dzieci Emilii i Juliana wspominały jak bajkę, raj utracony. Stryjaszkiem nazywały ks. kanonika Juliana Krzyżanowskiego, proboszcza parafii pw. Św. Stanisława Biskupa, ojca chrzestnego mego Dziadka, zarazem jego stryja, po którym otrzymał imię. Józef, mój pradziadek i brat przyrodni ks. kanonika, nie został potraktowany sprawiedliwie w rodzinie, więc kapłan poczuwał się do opieki nad jego synem, Julkiem. Łożył na naukę przyszłego profesora, zarówno w gimnazjum w Sanoku jak i na Uniwersytecie Jagiellońskim. Parafia wiejska nie byla duża. "Pomoc była uboga, ale była" - zanotowała moja Mama w albumie Kosina.
     Stryjaszek lubił ludzi. Jak nie przyjmował gości, to sam jechał w gościnę do zaprzyjaźnionych kapłanów. Plebania była pełna opowieści, anegdot, żartów. Emilia chętnie z dziećmi przyjeżdżała do Kosiny. Jej mąż czuł się bardzo z tym miejscem i jego gospodarzem zwiazany. 
"Dopiero śmierć Stryjaszka 29 czerwca 1931 r., wyjazd Ojca na Łotę do Rygi, tę "idyllę" kosińską zakończyly. Ojciec nasz Julian przy śmierci Stryjaszka Juliana Krzyżanowskiego był" - napisała Mama w albumie. 
 
      Małżeństwo Emilii i Juliana rozpadło się w latach 30. Emilia nie chciała towarzyszyć mężowi na zagranicznych uczelniach. Ze swym ojcem, którym się opiekowała i trójką dzieci została w Lublinie. Po II Wojnie Światowej zamieszkała we Wrocławiu wraz z córką Wandą romanistką, historykiem teatru staropolskiego. 
 
     Julian Krzyżanowski nigdy się nie poddał, choć podczas okupacji niemieckiej zmienił oręż w walce o Polskę. We wrześniu 1939 r. stracił cały dobytek w spalonym mieszkaniu obok Uniwersytetu Warszawskiego, z cennym księgozbiorem ok. 6000 voluminów i oryginałem przygotowanej do druku Historii Literatury Polskiej, listami Henryka Sienkiewicza... Z zamkniętych przez Niemców zbiorów bibliotecznych, wykradał książki, żeby młodzież mogła z nich korzystać.
     Zorganizował i prowadził przez cztery lata polonistykę Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego - jednej z uczelni podziemnego Państwa Polskiego (fenomen w dziejach świata) ze studium magistranckim, konwersatoriami, stypendiami. Prowadził kursy maturalne. Wspierał finansowo naukowców emerytów i mistrza słowa, poetę Leopolda Staffa. V rok Studium Polonistycznego liczył ok. 200 studentów. Ksztalcił młodych ludzi do przyszłości. W razie dekonspiracji, wszystkim grozily tortury i śmierć: studentom, wykładowcom i właścicielom wielu mieszkań, w których odbywały się zajęcia. Jego uczniowie ginęli w łapankach, obozach koncentracyjnych, ulicznych egzekucjach, jako powstańcy... Poeci: Wacław Bojarski zmarł postrzelony przez niemieckiego policjanta po tym, jak złożył wieniec z bialo-czerwoną szarfą przed pomnikiem Kopernika w 400. rocznicę śmierci astronoma; Andrzej Trzebiński zginął w ulicznej egzekucji z ustami zalepionymi gipsem; Zdzisław Stroiński i Tadeusz Gajcy polegli w wysadzonej przez okupanta kamienicy; Krzysztofa Kamila Baczyńskiego zabił hitlerowski snajper w Powstaniu Warszawskim...
      Dyplomy wydawane wówczas zostały uznane po wojnie. Z bólem pisał Profesor we wspomnieniach:
"Pokaźniej ilości "dyplomów" szukać by trzeba na cmentarzach wojskowych, ale i to byłobuy zawodne, sporo bowiem studentów i studentek spoczęło w mogiłach bezimiennych... Wielu uczestników i zwłaszcza uczestniczek pracy podziemnej nie wróciło z obozów jenieckich po Powstaniu, losy więc ich są obecnie nieznane."
     Kolejny księgozbiór, jaki zebrał Julian Krzyżanowski podczas okupacji, spłonął podczas Powstania Warszawskiego w Domu Profesorskim przy ul. Brzozowej 12 na Starym Mieście. Liczył 12000 egzemplarzy. Znowu stracił odtworzoną już Historię Literatury Polskiej. Stracił wszystko.
     Dom ten stał się redutą powstańczą, a mieszkanie Profesora kwaterą walczących Polaków.
Profesor, z przestrzelonymi kolanami, zostal z niego wynieony na drzwiach. Jego żona Irena wyniosła jedynie z mieszkania torbę z fiszkami przygotowywanej systematyki bajki polskiej. Pękatą torbę ktoś ukradł w obozie w Pruszkowie, gdzie Niemcy więzili wygnanych z miasta Warszawiaków.
      Krzyżanowscy, po uwolnieniu, znaleźli schronienie w przepełnionej willi przyjaciół w Milanówku. Dopiero tam profesor medycyny wyjął kulę z nogi Juliana Krzyżanowskiego. 
       Po sześciu tygodniach, w październiku 1944 r., przez Częstochowę, pełną Warszawiaków wypędzonych przez okupanta z systematycznie palonej stolicy, dotarli do Krakowa. Tam Profesor dzielił czas między pomocą innym z ramienia Rady Głównej Opiekuńczej, a wykładami na Uniwersytecie Jagiellońskim, najpierw tajnymi, a po zakończeniu wojny legalnymi.
     Jesienią 1945 r., zostawił wygodne warunki ocalałego Krakowa i wrócił do zburzonej Warszawy.  Jego asystenci - byli studenci z kompletów okupacyjnych w stolicy, konwojowali wagon towarowy dubletów książkowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, które sam wybrał oraz z meble i dwie tony węgla na opał, jakie dostał w Krakowie, bezcennego w gruzach Warszawy. Profesor wznowił studia polonistyczne w zrujnowanym mieście. Odbudowywał Pałac Staszica – siedzibę Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.
      Odkąd pamiętam, studenci i współpracownicy nazywali mego dziadka – Mistrz.
 
      Emilia nie wyszła ponownie za mąż. Przeżyła dwie kolejne żony Juliana oraz jego samego o siedem lat. Zmarła w wieku 89 lat we Wrocławiu. Wanda Roszkowska, która do końca opiekowała się matką, zmarła w 2001 roku, mając 85 lat. Obydwie wraz z moją mamą pochowane są w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
      Julian Krzyżanowski zgasł w Warszawie, w wieku 84 lat.
      Część listów Juliana do Emilii oraz jego wspomnień z tamtego okresu, opracowanych przez syna Jerzego, opublikowały "Zeszyty Historyczne" Instytutu Literackiego Paryż w 1992  i 1995 roku. Duży zbiór pocztówek, zdjęć, listów między Julianem i Emilią, listów pisanych do syna z Londynu i Rygi przed wojną, znajduje się moim rodzinnym archiwum.
      Na oryginale wspomnień męża, pisanych prawdopodobnie podczas wspólnej podróży statkiem z Rosji do Polski, Emilia dopisała motto: "Przez cierpienie życia…”
 

Monika Rogozińska

 

Warszawa, czerwiec 2012 oraz 2026 roku

 

  

 Krzyzanowski.Spojrzenie po latach Okladka ksiazki

  

Tekst częściowo pochodzi z książki "Krzyżanowski. Spojrzenie po latach" pod redakcją Łukasza Książyka i Magdy Nabiałek (Dom Wydawniczy ELIPSA), w której zamieszczono materiały z sesji naukowej w 2013 r. Młodzi badacze spojrzeli na dorobek panhumanisty krytycznie, z pazurem. zadali pytanie: czy postać Profesora jest anachroniczna, czy wciąż inspiruje? Najkrótszy komentarz stworzyli młodzi badacze plakatem sesji naukowej, ktorego projekt wykorzystali na okładce książki - Julian Krzyżanowski rozmawia przez telefon komórkowy. Wygląda bardzo współczesnie. W rzeczywistości, kiedy gasł w roku 1976, w jego domu stał jeszcze czarny ebonitowy aparat telefoniczny z widełkami na słuchawkę z kablem i okragłą, wykrecaną tarczą z cyframi...
        Książkę otwiera rozdział - opowieść rodzinna, którą specjalnie na sesję przygotowałam.
 
       Na obecnej stronie internetowej uzupełniłam tę opowieść o dodatkowe informacje, wspomnienia, fotografie, pocztówki z mego archiwum oraz mapę tej wielkiej podróży.
 
Monika Rogozińska 
2026 r.
 
 
PS
Obszerne domowe archiwum prof. Juliana Krzyżanowskiego zostalo oddane do Biblioteki Narodowej w Warszawie przy Pl. Krasińskich i Al. Niepodległości oraz do Ossolineum we Wrocławiu.
 
 
 
Trasa podróży Emilii oraz Juliana Krzyżanowskich
 
Jekaterynosław nad Dnieprem (w ZSRR Dniepropietrowsk, obecnie Dniepr) - Moskwa - Jekaterynburg (w ZSRR Swierdłowsk) - Omsk - Nowonikołajewsk (obecnie Nowosybirsk) - Tomsk - Tajga - Krasnojarsk nad rzeką Jenisej - Irkuck nad rzeką Angara - nad Jeziorem Bajkał - Czyta - Harbin (Mandżuria) - Mukden (obecnie Shenyang) - Dairen (Dalny, obecnie Darian) - Nagasaki - Hongkong - Singapur - Colombo - Aden - Suez - Port Said - Gibraltar - Londyn - Cieśnina Skagerrak - Cieśnina Kattegat - Helsingor - Cieśnina Oresund -  Gdańsk 

Komunikat

...